Cristiada.pl

Kiedy 17 lat temu napisałem dla „Wzrastania” tekst „Cristeros – wojownicy Chrystusa”, poświęcony prześladowaniom Kościoła meksykańskiego przez masonerię oraz powstaniu tamtejszych katolików w latach 20. i 30. XX wieku, dla ogromnej większości Polaków był to temat zupełnie nieznany.

Pamiętam pełne niedowierzania uśmieszki na wzmiankę o masońskich inspiracjach ówczesnego antykatolickiego terroru. Wszak z oficjalnych „przekaziorów”, które zaspokajały głód wiedzy większej części populacji, wynikała jasno teza, że masoneria, po pierwsze: nie istnieje (to tylko wymysł katolickich kołtunów); zaś po drugie: choć nie istnieje, jest godna szacunku (jako stowarzyszenie osobistości wybitnych i szlachetnych, których głównym zajęciem jest wygłaszanie podniosłych deklaracji o potrzebie tolerancji i braterstwa między ludźmi).

Dla ludzi wychowanych na takich właśnie treściach czymś nie do przyjęcia była informacja o prezydencie Plutarco Callesie (masonie inicjowanym w loży Helios) oraz jego pomagierach, z rozkazu których rozstrzeliwano meksykańskich katolików, profanowano kościoły, palono i wycinano w pień „klerykalne” wsie, wprowadzono pogański kalendarz, a nawet upaństwowiono dzieci powyżej lat pięciu.

Moja pochwała katolickich powstańców (cristeros) oraz ich zrywu (Cristiady) pewnym osobom również wydała się skandaliczna. Konkretnie tym ludziom, którym Chrystus pomylił się z Gandhim, dla których chrześcijaństwo to tylko słodko-pacyfistyczne „Kochajmy się!” bez nakazów i zobowiązań. Rzeczywiście, takim jegomościom musiała psuć dobre samopoczucie twarda nieustępliwość cristeros oraz ich brak gotowości do układnego dialogu z mordercami kapłanów i podpalaczami świątyń.

 

Dotrzeć z prawdą

Dziś w Polsce wiedza o tym „egzotycznym” konflikcie jest o wiele szersza. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat uczyniono wiele, aby wywabić tę „białą plamę” historii. W prasie katolickiej i prawicowej opublikowano szereg artykułów o cristeros. Kilka periodyków zamieściło obszerne fragmenty prac Jeana Meyera, najwybitniejszego znawcy Cristiady. Ostatnio wydano wspaniałą monografię meksykańskiego synarchizmu pióra prof. Jacka Bartyzela (Krzyż pośrodku Księżyca), w której obszernie przedstawiono walkę i męczeństwo tamtejszych katolików. Również nasza redakcja niejednokrotnie zamieszczała materiały o tych strasznych (choć zarazem pełnych chwały dla wiernych Kościoła) wydarzeniach.

Dzięki temu dzisiaj nikogo nie powinny już zadziwiać informacje o ogromie krzywd, jakie zafundowali ówczesnemu Meksykowi „antyklerykałowie” w fartuszkach wolnomularskich. Również bohaterstwo powstańców, prawdziwych krzyżowców broniących Wiary, zostało ocalone od zapomnienia.

 

Najemnik Chrystusa Króla

W kwietniu na ekrany polskich kin wchodzi film „Cristiada” („For Greater Glory”) w reż. Deana Wrighta, superprodukcja meksykańska z gwiazdorską obsadą. To film niezwykły, który właśnie w dzisiejszej Polsce powinien stać się wydarzeniem.

Większość bohaterów „Cristiady” to postaci historyczne. Mamy więc generała Enrique Gorostietę (Andy Garcia), który wstąpił w szeregicristeros jako najemnik, co stało się początkiem jego nawrócenia. Jest ksiądz José Reyes Vega (Santiago Cabrera), kontrowersyjny dowódca partyzancki. Jest słynny rewolwerowiec Victoriano Ramirez (Oscar Isaak), zwany „El Catorce”  „Czternastka”, jako że zdarzyło mu się kiedyś zabić w walce aż 14 przeciwników. Jest wreszcie José Sánchez del Rio (Mauricio Kuri), młody męczennik beatyfikowany przez Benedykta XVI w 2005 r., i wielu innych. Film na ogół trzyma się faktów, choć zdarzają mu się odstępstwa i uproszczenia, wszakże wybaczalne w obrazie fabularnym.

 

Oko Boga

Nie ukrywam, że pewne sprawy rozwiązałbym w „Cristiadzie” inaczej. Może wypadało podkreślić mocniej początkową niewiarę generała Gorostiety (wszak byłego rewolucjonisty i masona!) i jego późniejsze rozterki religijne, przez co nawrócenie w finale wypadłoby jeszcze dobitniej? Zapewne nie zaszkodziłoby rozbudowanie scen batalistycznych i zmiana jeszcze kilku detali.

Jednak od popadnięcia w tak modne dziś malkontenctwo powstrzymuje mnie obfitość scen naprawdę przejmujących, ocierających się o wielkość. Ot, rozstrzelanie księdza Christopha (Peter O’Toole), co kamera ogląda z góry, niczym oko Boga (widać tu ukłon w stronę „Pasji” Mela Gibsona). Moment wstąpienia dwóch małolatów do armii powstańczej („Chcemy być cristeros!”). Wkroczenie powstańców do wymordowanego miasta („Dzisiaj staniemy się armią grabarzy…”). Finałowe nawrócenie generała Gorostiety na polu bitwy i jego błyskotliwy dialog z Vegą pod gradem kul. I wreszcie, nade wszystko, wstrząsający obraz męczeństwa José Sáncheza, jego rozdzierający krzyk podczas tortur („Jezu, daj mi siłę!”). Wypada również podkreślić znakomite zdjęcia i bardzo dobrą oprawę muzyczną.

Znam ludzi, wcale nieskorych do wzruszeń, którzy po obejrzeniu tego filmu płakali. Dla odmiany w środowiskach niechętnych Kościołowi Cristiada spotkała się z wrogim przyjęciem właśnie ze względu na swe przesłanie. Nienawistny jazgot środowisk antyklerykalnych wobec „katolickiego fanatyzmu” i „fundamentalizmu religijnego”, jakie podobno promuje ten film, to najlepsza rekomendacja i dowód, że mamy do czynienia z dziełem ważnym, do obejrzenia którego gorąco zachęcam.

 

Wiadomość dla reszty świata

Film opowiada o wydarzeniach sprzed 84 czy 87 lat, ale może okazać się niepokojąco aktualny – właśnie dzisiaj, w dobie ataków na religię. „Cristiada” przypomina, że są wartości, w obronie których nie wolno ustąpić. Że w określonej sytuacji – prześladowań Kościoła i wolności wiary – można i należy sięgnąć po broń. Dlatego ten „religijny western” w pewnych kręgach wzbudza strach.

W jednej ze scen, przed wyruszeniem do walki, generał Gorostieta zwraca się do cristeros:

- Wyślemy wiadomość Callesowi i całej reszcie świata. Że wolność jest nie tylko dla pisarzy i dla polityków, i dla ich ozdobnych dokumentów. Wolność to nasze domy, nasze żony i nasze dzieci. Wolność to nasze życie i nasza Wiara. I że obronimy ją, albo zginiemy. Jej obrona to nasz obowiązek i nasze prawo. Pamiętajcie, że człowiek strzela, ale to Bóg zadecyduje, gdzie trafią kule. Niech żyje Chrystus Król!

 

 

„Wzrastanie” marzec 2013

Andrzej Solak

www.krzyzowiec.prv.pl