Żołnierze Celtyckiego Krzyża (1)

 

Było to starcie dwóch nieprzeciętnych osobowości i dwóch idei. Morderczy pojedynek ludzi, dla których ojczyzna była dobrem najwyższym, a zarazem dramatyczna konfrontacja chłodnego pragmatyzmu z marzeniami o dawnej wielkości.

Prezydent generał Charles de Gaulle, jeden z ostatnich prawdziwie wielkich polityków europejskich, monarchizujący nacjonalista, który wyprowadził Francję z niebytu II wojny światowej i na powrót umieścił ją w gronie mocarstw (na co nijak nie zasługiwała)  – i Jean-Marie Bastien-Thiry, podpułkownik, bojownik wyklętej Organizacji Tajnej Armii (OAS)…

 

Algerie Française

Algieria była francuską posiadłością od 1830 r. Nie uważano jej za kolonię, tylko za integralną część metropolii, jej terytorium zamorskie. Sprawnie zarządzany kraj przyciągnął tłumy osadników, zarówno Europejczyków (Francuzów, Korsykan, Alzatczyków, Hiszpanów, Włochów, Maltańczyków), jak i mieszkańców północnej Afryki (Arabów, Kabylów, Czajów, Mzabitów, Mauretańczyków, Turków). W połowie XX stulecia ludność Algierii sięgnęła 10 milionów, w tym 1,4 miliona „Czarnych Stóp” (Pieds-noirs) pochodzenia europejskiego. Algierscy muzułmanie wielokrotnie dawali dowody wierności Paryżowi. Podczas I wojny światowej przez szeregi wojsk francuskich przewinęło się ich 173.000 (poległo 25.000). W II wojnie światowej społeczność ta była głównym rezerwuarem sił ludzkich dla oddziałów Wolnych Francuzów, dostarczając aż 250.000 żołnierzy. Tysiące algierskich mahometan biło się pour la France w Indochinach.

Tymczasem pierwszy grom nadciągającej burzy spadł już 9 maja 1945 r. w Setifie. Podczas obchodów zakończenia wojny tłum wyznawców Mahometa zmasakrował 103 osoby pochodzenia europejskiego, dokonał licznych gwałtów, zniszczeń i rabunków. Władze zareagowały bezlitośnie – w walkach i podczas akcji odwetowej zrównano z ziemią 40 wsi, uśmiercono 1.300 muzułmanów (wg danych oficjalnych; islamska propaganda donosiła o śmierci aż 45.000). Wielu arabskich nacjonalistów twierdziło potem, że ich światopogląd ukształtował się właśnie pod wpływem wypadków w Setifie. Generał Duval, który zdławił arabskie rozruchy, oświadczył: „Dałem wam pokój na dziesięć lat”. Generał okazał się prorokiem – tyle, że po owych dziesięciu latach pojawił się wróg potężniejszy i o wiele bardziej niebezpieczny.

1 listopada 1954 r. czterystu arabskich partyzantów przypuściło serię ataków na obiekty francuskie w Algierii. Paryż początkowo lekceważył te „incydenty”. Niesłusznie, pożar rozprzestrzeniał się z szybkością błyskawicy.

Rzeka krwi

Nowym przeciwnikiem Algierii Francuskiej był FLN – Front Wyzwolenia Narodowego, tajna organizacja wykluwająca się w podziemiu od kilku lat. Podstawą jej ideologii był arabski nacjonalizm, czy raczej szowinizm (planowała wypędzenie z kraju całej ludności pochodzenia europejskiego) oraz islamizm. Wśród przywódców FLN były postaci o tak różnej przeszłości, jak Ahmed Ben Bella, były sierżant armii francuskiej, odznaczony Croix de Guerre za kampanię 1940 r., weteran kampanii włoskiej, w tym walk pod Monte Cassino – i z drugiej strony Mohammed Said, były ochotnik Waffen-SS i agent Abwehry, skazany za współpracę z nazistami na dożywocie, amnestionowany w 1952 r. Dostawy broni oraz trening kadr Frontu zapewniały „bratnie” kraje arabskie – Egipt, Tunezja, Maroko, Libia i Irak. Dużej pomocy udzielali też komuniści, szczególnie Chiny i Jugosławia. Związek Sowiecki zajmował bardzo ostrożne stanowisko, wspierając partyzantkę algierską jedynie za pośrednictwem państw wasalnych – Czechosłowacji i Bułgarii.

Na kontrolowanych przez siebie terenach FLN wprowadził drastyczne metody ujarzmiania ludności, odwołując się do prawa islamu. Zakazał tam spożywania alkoholu (pod karą poderżnięcia gardła) oraz palenia tytoniu (groziło za to ucięcie warg bądź nosa). Zabroniono nawet słuchania radia (!), mogącego wszak sączyć wrogą, imperialistyczną propagandę (oporni narażali się na utratę uszu).

Rygorystyczni wobec rodaków, komendanci FLN nie zawsze świecili przykładną moralnością. „Zabijać urzędników! Zabrać ich dzieci i pozabijać! Zabijcie wszystkich, którzy płacą podatki i tych, którzy je zbierają! Spalcie domy muzułmanów-podoficerów odbywających służbę wojskową!”nakazywał partyzantom komendant Bihar Chihani, prywatnie zagorzały pederasta, odpowiedzialny za odrażające morderstwa na tle seksualnym (po pewnym czasie, w ramach wewnątrzorganizacyjnych porachunków, zlikwidowany wraz z swoim haremem ośmiu homoseksualnych kochanków).

Jednym z głównych problemów, z jakimi borykał się FLN, był „niski stopień świadomości rewolucyjnej” arabskich mas. W pierwszych miesiącach powstania Front „zagospodarował” zwykłe bandy rabunkowe, które w zamian za dostawy broni zobowiązały się do atakowania Francuzów oraz innych osób, wskazanych przez rewolucjonistów. Choć ideały wojującego szowinizmu i mahometanizmu okazały się nośne, przyciągając sporą rzeszę ideowych ochotników, ogromna część algierskich muzułmanów nie widziała sensu pakowania się w tę awanturę. W tej sytuacji „wyzwoliciele” sięgnęli po terror i zastraszenie. Osoby oskarżone o „kolaborację” z Francuzami były bezlitośnie mordowane, często z całymi rodzinami, przy użyciu najwymyślniejszych tortur. Równie bezwzględnie tępiono niepodległościowe grupy odrzucające podporządkowanie się FLN.

Wielu mahometan wcielono do partyzantki, a potem zmuszono do udziału w krwawych zbrodniach, pod groźba zlikwidowania ich rodzin (taktyka przypominająca metody werbunkowe Ukraińskiej Powstańczej Armii).

Nie gardzono też prowokacją. Podrzucano okaleczone szczątki ofiar mordów w pobliżu arabskich osiedli, aby wywołać odwet armii i policji. Trzeba przyznać, że przynosiło to efekty. Francuscy żołnierze, mając przed oczyma obraz potwornie zmasakrowanych, ociekających krwią kadłubów swych rodaczek i rodaków (w tym maleńkich dzieci), wielokrotnie przeprowadzali rewizje w arabskich dzielnicach w sposób brutalny, nader łatwo pociągając za spust… To z kolei nakręcało spiralę odwetu.

Ogółem w czasie ośmiu lat „wojny o niepodległość” FLN zdołał zwerbować, dobrowolnie lub pod przymusem, 200-250 tysięcy żołnierzy (80 proc. utracono następnie w walkach). Odpowiadało to z grubsza liczbie ich rodaków walczących po stronie francuskiej (harkis). Do dnia zakończenia działań wojennych (1962) dotrwało w szeregach FLN 47.000 Algierczyków (15.000 partyzantów w samej Algierii oraz 32.000 emigrantów w tzw. „armii zewnętrznej”, stacjonującej w swych bazach w Tunezji i Maroku). W tym samym momencie pod rozkazami Paryża służyło 60.000 harkis – 40.000 rekrutów z poboru i aż 20.000 żołnierzy zawodowych (w tym 400 oficerów i 1 generał).

Wnioskować należy, iż FLN nie tylko bezpodstawnie zawłaszczył nazwę Algierczyków, jako przysługującą jedynie arabskim mieszkańcom tej krainy, ale i równie gołosłownie mienił się reprezentantem całej muzułmańskiej wspólnoty.

Za wzorcowy przykład morderczej strategii FLN mogą być uznane wypadki w okolicach Philippeville, w sierpniu 1955 r., gdzie tłum muzułmanów, odurzonych alkoholem i haszyszem przez emisariuszy FLN, dokonał pogromu, mordując z wyjątkowym okrucieństwem123 osoby, w tym 71 białych. Francuscy spadochroniarze, po przybyciu na miejsce zbrodni, wpierw otworzyli ogień do gromadki oszalałych arabskich dzieci, które zabawiały się… kopaniem odciętej głowy białej kobiety. Następnie rozstrzelali wszystkich mężczyzn w mahometańskiej dzielnicy, by na koniec urządzić odwetowy rajd po okolicznych wioskach. Triumfalny komunikat donosił potem o zabiciu 1.273 „powstańców”… Jak stwierdził gubernator generalny Algierii Jacques Soustelle: „Starannie wykopano przepaść, którą popłynęła rzeka krwi”.

De Gaulle i V Republika

Francuska IV Republika była organizmem wyjątkowo niewydolnym. Utraciła Indochiny, dopuściła do usamodzielnienia Maroka i Tunezji, zaangażowała się w nieudaną ekspedycję sueską, była oskarżana o nie dość stanowczą obronę Algierii. Klasa polityczna z upodobaniem marnowała czas i energię na niekończące się partyjne swary, gdy tymczasem świetne niegdyś imperium, zbudowane na krwi i znoju wielu pokoleń Francuzów, waliło się w gruzy. „Nie mamy już państwa, a jedynie administrację” – gorzko konkludował bohater kampanii włoskiej, ostatni marszałek Francji Alphonse Juin.

Wyrazem sprzeciwu wobec niszczącego kraj partyjnictwa były zamieszki w maju 1958 r., zapoczątkowane wystąpieniem białej ludności Algieru. Na fali patriotycznego uniesienia dowództwo wojsk stacjonujących w Algierii zadeklarowało swą pełną solidarność z demonstrantami. Oznaczało to otwartą rebelię wobec Paryża.

W tych dniach cały świat wstrzymał oddech. Powszechnie spodziewano się przerzucenia wojsk zbuntowanych generałów z Algierii na kontynent europejski oraz ich marszu na Paryż. Lewica ogłosiła powszechną mobilizację. Nasuwały się oczywiste analogie z wybuchem wojny domowej w Hiszpanii w 1936 r., zapoczątkowanej buntem garnizonów w Maroku. Czyżby Francję również miał rozszarpać bratobójczy konflikt?

Wtedy na scenie pojawił się generał Charles de Gaulle. Obie strony zaufały mu, a on rozpoczął przebudowę i wzmacnianie państwa. Jego V Republika szybko spotkała się z ostrą krytyką – lewica zarzucała mu faszyzację kraju, a prawica narodowa zatrzymanie się w pół drogi. Generał, teraz już prezydent de Gaulle konsekwentnie realizował jednak swoją wizję Francji. Wizję, w której nie było miejsca dla Algierii Francuskiej…
De Gaulle wielokrotnie zapewniał, że nie porzuci tego terytorium zamorskiego na pastwę nieprzyjaciół. Publicznie deklarował: „Armia Francuska nigdy nie opuści tego kraju, a ja nie będę rozmawiał z tymi ludźmi z Kairu i Tunisu” (marzec 1959 r.).

Kłamał! Najpierw po cichu, potem już oficjalnie rozpoczął negocjacje z FLN. Być może utracił wiarę w zwycięstwo, choć armia wyraźnie złapała wiatr w żagle i zadawała FLN cios za ciosem. Wielu uważa, że prezydent myślał perspektywicznie – utrzymanie Algierii w granicach Francji musiało oznaczać nadanie pełni praw obywatelskich wszystkim mieszkańcom. Mając na uwadze różnice w wielkości przyrostu naturalnego w metropolii oraz w Algierii, po kilkudziesięciu latach algierscy muzułmanie zajmowaliby znaczną, jeśli nie większą liczbę miejsc w paryskim parlamencie! Być może niewiele jest przesady w stwierdzeniu, że gdyby nie bezrozumny fanatyzm sztabu FLN dążącego do secesji, w ciągu mniej więcej trzech-czterech pokoleń Francja zostałaby „przyłączona” do Algierii, na drodze demokratycznych wyborów!

Tak czy inaczej, dla prezydenta de Gaulle’a Algieria jawiła się jako niebezpieczny balast, którego należało się jak najszybciej pozbyć. I choć „pierwszy z Francuzów” kierował się dalekosiężnym interesem swej ojczyzny, jego pragmatyzm stał się przyczyną niezliczonych tragedii Algierczyków wiernych Paryżowi.

16 września 1959 r. prezydent ogłosił „prawo Algierii do samostanowienia”. Odpowiedzią były demonstracje tysięcy białych i arabskich Algierczyków, którzy nadal chcieli pozostać Francuzami.

24 stycznia 1960 r. doszło do otwartej rewolty białej ludności w Algierze („tydzień barykad”), pod hasłem obrony Algierii Francuskiej. Zginęło kilkadziesiąt osób. W kwietniu 1961 r. miał miejscy słynny „pucz generałów”. Dowodzący wojskami francuskimi w Algierii generałowie: Challe, Salan, Jouhaud i Zeller postanowili dokończyć dzieła, poniechanego w 1958 r. – wystąpili zbrojnie przeciw Paryżowi. Wszakże tym razem nastroje społeczeństwa były całkowicie odmienne. Puczyści uzyskali poparcie jedynie 14 elitarnych pułków spadochroniarzy i komandosów (20 proc. sił francuskich stacjonujących w Algierii). W metropolii poza kilkoma incydentami ludność i wojsko zachowały się biernie lub deklarowały poparcie dla prezydenta. W tej sytuacji przywódcy przewrotu nakazali wstrzymanie akcji. Do tego czasu odnotowano jedynie trzy ofiary śmiertelne. Generałowie Challe i Zeller oddali się w ręce władz (zostali skazani na 15 lat więzienia), aresztowano też 200 wiernych im oficerów, rozwiązano karnie szereg jednostek, w tym niezwykle zasłużony 1. Pułk Spadochronowy Legii Cudzoziemskiej, powszechnie uznawany za najlepszy w całej armii.

Surowe wyroki wydano na puczystów, którzy udali się na emigrację lub schronili się w podziemiu. Wśród ośmiu zaocznych kar śmierci były też wymierzone generałom Salanowi i Jouhaudowi. Szybko okazało się, że ci dwaj buntownicy nie złożyli broni. Oto nastał czas Organizacji Tajnej Armii - OAS.

OAS

Jak się zdaje, formowanie Organisation de l'Armée Secrète zaczęło się na kilka miesięcy przed puczem generałów. Podaje się rozmaite daty utworzenia sprzysiężenia: 3 grudnia 1960 r., 8 stycznia 1961 r., 10 lutego 1961 r.… Organizacja Tajnej Armii stawiała sobie za cel nie tylko obronę Algierii Francuskiej, ale i gruntowną przebudowę systemu politycznego całego kraju. Na jej czele stanęli przegrani puczyści, generałowie Salan i Jouhaud. W połowie maja 1961 r. została powołana Naczelna Rada OAS z siedzibą w Madrycie. Pięć miesięcy później tworzy się Narodowa Rada Ruchu Oporu (CNR) z Georgesem Bidaultem, Jacquesem Soustelle’m, Antoine’m Argoudem na czele. W marcu 1962 r. oasowcy powołali podziemny „rząd tymczasowy VI Republiki”.

Lewica natychmiast podniosła larum, wymyślając oasowcom od „faszystów” i „neonazistów”. Tymczasem już same życiorysy przywódców CNR zadawały kłam propagandzie zohydzającej OAS.

Bidault - chrześcijański demokrata, po wyzwoleniu minister spraw zagranicznych pierwszego rządu de Gaulle’a, następnie trzykrotny premier Francji.

Soustelle - przed wojną działacz Frontu Ludowego (!), po inwazji niemieckiej w 1940 r. na emigracji w Londynie, bliski współpracownik przywódcy Wolnych Francuzów i dwukrotny minister w jego rządzie, po wojnie przewodniczący gaullistowskiego RPF i gubernator generalny Algierii.

Pułkownik Argoud – jako młody porucznik walczył pod komendą de Gaulle’a przeciw Niemcom, w wojnie algierskiej dowodził pułkiem kawalerii.

Sama nazwa CNR nawiązywała do nazwy antyniemieckiego Ruchu Oporu z czasów II wojny światowej.

To prawda, w Organizacji Tajnej Armii nie brakło ekstremistów, gotowych zabijać arabskich muzułmanów, i to bez różnicy płci i wieku. Ale w szeregach tej rzekomo „rasistowskiej, faszystowskiej i neonazistowskiej” formacji walczyli też algierscy Żydzi (szczególnie licznie zaangażowali się po atakach FLN na ich synagogi) oraz… mahometańscy harkis, którzy przeczuwali swój niewesoły los po „dekolonizacji”!

Gorący patriotyzm, autorytaryzm, hasła obrony tradycyjnych wartości, wreszcie reprezentowany przez wielu prominentnych działaczy i żołnierzy bojowy katolicyzm niewątpliwie lokują OAS na politycznej prawicy. Jednak, mimo wszystko, trudną nazwać ją jednolitą formacją, o w pełni wykrystalizowanym obliczu ideowym. Był to raczej zlepek różnorodnych organizacji i środowisk, swoiste pospolite ruszenie doraźnie zjednoczone ideą obrony Algierii Francuskiej.

Wojujący katolik Jouhaud dowodził OAS wraz z wolnomularzem Salanem. Pod rozkazami pułkownika Argouda, dawnego oficera Wolnych Francuzów, znalazł się m.in. porucznik Roger Degueldre z Legii Cudzoziemskiej, były ochotnik walońskiej dywizji SS. Monarchiści pragnący restauracji tronu stanęli obok szczerych republikanów, w tym eks-gaullistów (!), dążących do powołania VI Republiki, a nawet osobników pragnących reanimować cuchnącego trupa Republiki Czwartej… Do OAS zaciągali się narodowcy z Ruchu Ludowego 13 Maja, Frontu Algierii Francuskiej, Francuskiego Frontu Narodowego, Młodego Narodu, Ruchu na rzecz Stworzenia Ładu Korporacyjnego, rojaliści z Restauracji Narodowej, weterani wojny indochińskiej ze Stowarzyszenia Byłych Kombatantów Unii Francuskiej… Panujący chaos idei pogłębiał fakt, iż wiele mniejszych grup podziemnych, nie wchodzących w skład Tajnej Armii, używało szyldu OAS i działało na jej konto.

Na murach miast w całej Francji pojawiły się Krzyże Celtyckie – dotąd godło Front National Français i Jeune Nation, teraz już symbol OAS („Dlaczego właśnie Krzyż Celtycki? Ponieważ było to godło pierwszych szczepów celtyckich, ponieważ znak ten widnieje na katedrze w Chartres i na kościele w Sidi-Ferruch, i jest to symbol podboju Algierii, przypominającego chwałę Francji” – mówił przed laty lider FNF, dr Jean-Claude Perez).

OAS korzystała ze wsparcia ugrupowań skrajnej prawicy z zagranicy, jak: austriackiego Ruchu Socjalorganicznego Ładu Europy, belgijskich Zgromadzeń Kongijskich oraz Ośrodka Badań i Formacji Kontrrewolucyjnej generała Jenssensa, szwajcarskiego Nowego Ładu Europejskiego, amerykańskiego John Birch Society, izraelskiego Irgunu... Przychylnym okiem spoglądały na Tajną Armię władze frankistowskiej Hiszpanii (w Madrycie długo będzie działał sztab OAS) oraz salazarowskiej Portugalii (gdzie powstała agencja Aginter Press, będąca platformą współpracy między prawicowymi formacjami paramilitarnymi oraz służbami wywiadowczymi różnych państw).

Organizacyjnie OAS dzieliła się na dwie duże siatki: OAS-Algieria-Sahara oraz OAS-Metropolia (OAS-Metro). Ta pierwsza dysponowała trzema pułkami piechoty o łącznej sile 6.000 żołnierzy („Pułk 13 Maja”, „Pułk 22 Kwietnia” i „Pułk Św. Marka”). Bieżącą akcję bojową prowadziły wydzielone oddziały „Delta” i „Rossignol”. Na terenie Metropolii Organizacja opierała swą działalność na sieci komórek konspiracyjnych.

We wstępie do Programu OAS jego autorzy stwierdzali:

„Świat współczesny opanowany jest przez walkę między międzynarodowym komunizmem a kapitalistycznym Zachodem. Walka ta, będąca nowoczesną walką religijną, staje się totalna i bezpardonowa.”

Bez pardonu

Wielu autorów na pierwszą ofiarę Organizacji Tajnej Armii typuje liberalnego prawnika, Pierre’a Popie, zgładzonego w Algierze w styczniu 1961 r. W maju Organizacja zlikwidowała Rogera Gavoury, komisarza policji przysłanego z Paryża z misją zniszczenia OAS. W lipcu Tajna Armia rozpoczęła akcje zbrojne w metropolii, choć pierwsza ofiara na kontynencie europejskim zginie za jej przyczyną dopiero w styczniu 1962 r. (aktywista komunistyczny Alfred Locussol). Tylko między 1 maja a 31 października 1961 r. OAS dokonała 726 zamachów.

Siły bezpieczeństwa rozpoczęły obławę na członków OAS. Z czasem po obu stronach walka stanie się coraz bardziej zajadła. Służby specjalne w swej bezpardonowej kampanii przeciw Organizacji Tajnej Armii powołały policyjne szwadrony śmierci; weszły też w sojusz ze światem przestępczym. W zamian za obietnicę bezkarności dla szemranych interesów mafijnych „rodzin”, płatni zabójcy kryminalnego podziemia polowali na aktywistów OAS w całej Europie Zachodniej i Afryce Północnej (w Algierze tamtejsza mafia została niemal w całości wybita przez oasowców). Agenci wywiadu porwali i postawili przed sądem Salana, Jouhauda, Argouda, zamordowali majora Picarta i bankiera Lafonta

Z kolei OAS atakowała znanych z liberalnych poglądów dziennikarzy i nauczycieli. W całej Francji na porządku dziennym były eksplozje, strzelaniny, terror indywidualny. Podczas wielu zamachów ich sprawcy dokładali starań, by uniknąć niepotrzebnych ofiar, ale nie sposób zaprzeczyć, iż wśród żołnierzy OAS trafiali się też ludzie zdemoralizowani wojną, zwyrodniali mordercy, dyszący jedynie żądzą zemsty, gotowi zabijać na oślep. Ludzie ci nie mieli oporów przed podkładaniem bomb na ruchliwych ulicach arabskich dzielnic, czy ostrzeliwaniem przypadkowych przechodniów. W eksplozji dwóch samochodów-pułapek w Oranie zginęło 25 osób (luty 1962 r.), w podobnej akcji w Algierze – aż 62 (maj 1962 r.).

Nie brakowało niezamierzonych tragedii, typowych dla miejskich wojen partyzanckich.

7 lutego 1962 r. wybuch bomby oślepił ofiarę najniewinniejszą z niewinnych – ośmioletnią dziewczynkę. Nazajutrz w Paryżu doszło do burzliwej demonstracji protestacyjnej, zorganizowanej przez lewicę, zakończonej gwałtownymi starciami z policją. Stężenie gazu łzawiącego na stacji metra Charonne było tak wielkie, że dziewięć osób zmarło (!).

23 marca 1962 r. w algierskiej „białej” dzielnicy Bab-el-Oued, uchodzącej za bastion OAS, doszło do zażartej bitwy między wojskiem a oasowcami – padło aż 35 zabitych! Trzy dni później wojsko otworzyło tam ogień do ludności demonstrującej swe poparcie dla Algierii Francuskiej - zastrzelono 54 manifestantów! Władze spacyfikowały Bab-el-Oued przy użyciu lotnictwa, czołgów i 20.000 piechoty. „Przypominało to zgniecenie Komuny Paryskiej w 1870 roku, ale ten epizod nie figuruje w marksistowskich czytankach” (P. Johnson). Potem miał miejsce srogi odwet – na przestrzeni zaledwie dwóch tygodni w zamachach OAS zginęły 164 osoby.

Oasowcom towarzyszyła myśl, granicząca z obsesją: „Zabić Wielkiego Zdrajcę!” Tym zdrajcą był dla nich prezydent de Gaulle

8 września 1961 r. kawalkada sześciu samochodów, wśród nich prezydencki citroen DS 19, opuściła Paryż. Około godz. 20, gdy orszak mijał wieś Crancey, nastąpiła potężna eksplozja. Pięć kilo plastiku, wzmocnionych 15-litrowym zbiornikiem napalmu, zalało szosę strugą ognia. Prezydencki szofer dodał gazu, zdołał sforsować morze płomieni z prędkością 120 km/godz. Mimo, iż de Gaulle ocalał, wrażenie na całym świecie było ogromne. Rząd Hiszpanii internował przebywających w tym kraju 17 liderów OAS. Deportowano ich na Wyspy Kanaryjskie.

A próby zgładzenia prezydenta ponawiano raz po raz. Przeprowadzane na ogół po amatorsku, nieodmiennie kończyły się fiaskiem. Nikt nie był tak bliski zrealizowania zamierzenia, jak podpułkownik Bastien-Thiry

 

Cdn.

 

„Myśl Polska” z 30 września 2007 r.

 

Copyright by Andrzej Solak

www.krzyzowiec.prv.pl